Moje Finanse

Informacje i porady finansowe prostym jężykiem

Inflacja wciąż rośnie. Jak chronić pieniądze?

Inflacja w sierpniu wyniosła według zaktualizowanego odczytu 5,5%. Prezes NBP Adam Glapiński mówi, że to zjawisko przejściowe spowodowane „szokiem podażowym” – w przyszłym roku powinna spaść trochę powyżej celu inflacyjnego NBP, czyli do poziomu ok.  3,5%. Ta przejściowość jest jednak rozpisana na lata. Prezes NBP patrzy na całą gospodarkę w długiej perspektywie i nie widzi powodu do podnoszenia stóp procentowych dzisiaj, chociaż w przyszłym roku inflacja powinna być wciąż wyższa od stóp procentowych o 3%, zamiast 5% jak obecnie. Tymczasem stopy procentowe są bliskie zeru, oprocentowanie depozytów szoruje po dnie i oszczędności obywateli już dzisiaj tracą na wartości po 5% rocznie. Jak można chronić realną wartość pieniędzy przed inflacją?

Co dalej z inflacją?

Raczej nie ma widoków na szybkie zduszenie inflacji: rządy na całym świecie „wydrukowały” i pożyczyły w ramach walki z pandemią ogromne pieniądze, a Unia Europejska zaczyna właśnie pożyczać gigantyczne środki w ramach wspólnego długu z przeznaczeniem na „krajowe plany odbudowy”. Krótko mówiąc, fala pieniędzy zalewa rynki, a to zwykle oznacza wzrosty cen. Wzrosty cen z kolei powinny się już niedługo przełożyć na negocjacje podwyżek w firmach, a to na kolejne wzrosty cen.

NBP we własnej prognozie przewiduje, że inflacja co najmniej do 2023 roku pozostanie na podwyższonym poziomie. W scenariuszu bazowym ma ona wynieść 4,2% w 2021 r., 3,3% w 2022 i 3,4% w 2023:

Źródło: NBP

Niestety nie mam żadnych złotych rozwiązań dla każdego i na każdą sytuację. Powiedzmy sobie jasno, że przy obecnym poziomie stóp procentowych (realnie głęboko ujemnych, w Polsce -5% rocznie!) i obecnej polityce gospodarczej na świecie i w Polsce (pożyczyć, ile się da, zwiększyć dług publiczny o kilkadziesiąt procent i zalać gospodarkę tanim pieniądzem), większość ludzi może tylko próbować ograniczać straty realnej wartości oszczędności. Tym niemniej są rzeczy, które można i warto zrobić z pieniędzmi, o ile pozwala na to przyjęty przez nas profil ryzyka. Proponowane sposoby ułożyłem od najbardziej bezpiecznych do najbardziej ryzykownych.

Oczywiście zapraszam do komentowania i zgłaszania własnych sugestii!

Kupić detaliczne obligacje skarbowe indeksowane inflacją

Obligacje indeksowane inflacją płacą odsetki w wysokości obliczanej jako marża + inflacja. Skarb Państwa sprzedaje takie obligacje na dwa sposoby. Po pierwsze, hurtowo na giełdzie – ale takich obligacji nie polecam kupować, ponieważ cena ich zakupu będzie wygórowana, a handel nimi jest mało płynny (nie zawsze jest komu je odkupić, gdy chcemy je sprzedać). Po drugie, detalicznie osobom prywatnym (a także fundacjom i stowarzyszeniom) poprzez stronę internetową obsługiwaną przez PKO BP. I te już warto rozważyć, ponieważ z góry wiemy, na co się piszemy – dokonujemy transakcji jedynie ze Skarbem Państwa, znamy zawczasu wszystkie warunki i wartość naszych obligacji nie będzie się wahać w czasie.

O detalicznych obligacjach skarbowych pisałem tutaj. Tamta analiza pozostaje wciąż aktualna, nawet stawki ofertowe oprocentowania są do dzisiaj identyczne (oczywiście te, które nazwałem tam „nowymi”).

Moim zdaniem opłaca się zakup jednego z 4 rodzajów obligacji:

  • Do wysokości otrzymanych świadczeń 500+:
    • obligacje 6-letnie: w pierwszym roku 1,5%, w kolejnych latach 1,25% + inflacja, przedterminowy wykup kosztuje 0,7% (w pierwszym roku nie więcej, niż naliczone odsetki)
    • obligacje 12-letnie: w pierwszym roku 2%, w kolejnych latach 1,5% + inflacja, przedterminowy wykup kosztuje 2% (nie więcej, niż naliczone odsetki)
  • Dla każdego:
    • obligacje 4-letnie: w pierwszym roku 1,3%, w kolejnych latach 0,75% + inflacja, przedterminowy wykup kosztuje 0,7% (w pierwszym roku nie więcej, niż naliczone odsetki)
    • obligacje 10-letnie: w pierwszym roku 1,7%, w kolejnych latach 1% + inflacja, przedterminowy wykup kosztuje 2% (nie więcej, niż naliczone odsetki)

Niestety jest minus tego rozwiązania: zarabiamy dopiero od drugiego roku. W pierwszym roku oprocentowanie jest ustalone bez odniesienia do inflacji i realnie jest wciąż ujemne. Mimo to uważam, że skarbowe obligacje detaliczne to dzisiaj jedyna sensowna forma bezpiecznego lokowania oszczędności na procent. Lokaty w bankach są niewarte uwagi, niezależnie od tego, czy płacą 0,3% czy 0,7% brutto. A szukanie jakiegoś egzotycznego banku, który da 1% w promocji, jest niewarte ryzyka. 1,3% to wciąż lepsze oprocentowanie niż w bankach. A jeśli wycofamy pieniądze przed czasem, to w najgorszym razie wyjdziemy na zero (dzięki odzyskaniu nominalnego wkładu), co nie będzie dużą różnicą w stosunku do bliskiego zeru oprocentowania lokat.

Rozwiązanie to stosuję osobiście (głównie mam kupione obligacje 4-letnie). Część obligacji detalicznych kupiłem w kwietniu 2020 r. (tuż przed spadkiem ich oprocentowania), na wiosnę 2021 roku dokupiłem więcej pomimo gorszych (niż poprzednio) warunków.

Nadpłacić kredyt mieszkaniowy

Nadpłata kredytu hipotecznego przekłada się na obniżenie raty o kilka procent w skali roku (zwykle ok. 5-6%).

Przykładowo załóżmy, że mamy kredyt na 300,000 zł, wzięty na 25 lat i oprocentowany na 3% rocznie. Nasza obecna rata wynosi 1422 zł. Jeśli nadpłacimy 30,000 zł (10%), to nasza rata wyniesie 1280 zł – 142 zł mniej w skali miesiąca. W skali roku zaoszczędzimy na ratach 1704 zł (142 * 12), czyli nasza nadpłata przełoży się na 5,68% oszczędności w budżecie domowym ((1704 / 30,000) * 100%).

Oczywiście nie jest to równoznaczne z zyskiem odsetkowym na takim poziomie, ponieważ wraz z odsetkami obniży się także kapitał do spłaty w każdym miesiącu. Ale z punktu widzenia budżetu domowego właśnie tyle % z naszej nadpłaty zostanie w portfelu w skali roku.

Jeśli więc nie potrzebujemy gotówki na planowane większe wydatki – to moim zdaniem lepiej spłacić trochę kredytu i poczuć zadowolenie z tego, że jesteśmy trochę bliżej pozbycia się długów, niż złościć się na grosze z lokat.

Założyć PPK

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłe(a)ś, to pomyśl o tym tak: nie chcesz otworzysz rachunku, który da Ci ~30% netto w pierwszym roku, a jednocześnie narzekasz, że lokaty są oprocentowane na 0,5% w promocji?

Pracownicze Plany Kapitałowe to fundusze inwestycyjne, a nie każdy chce ryzykować inwestycje w fundusze. Ale można wybrać fundusz najbezpieczniejszy, czyli najbliższy „zdefiniowaną datą”, który wkłada pieniądze głównie w obligacje i inne w miarę bezpieczne instrumenty. Takie fundusze jeśli tracą, to zwykle kilka, góra kilkanaście procent (a nie kilkadziesiąt, jak akcje). Przy tym dzięki dopłatom pracodawcy nawet po takich spadkach strata jest mało prawdopodobna w stosunku do włożonych „od siebie” pieniędzy. U mnie się sprawdziło – nawet po drastycznych spadkach na giełdach na wiosnę 2020 roku byłem daleko od straty w PPK. Obecnie jestem na inwestycjach „mojego” PPK nominalnie do przodu o kilka procent, zatem moja stopa zwrotu z PPK jest co najmniej 30%, tak jak ją liczyłem tutaj („PPK jako lokata krótkoterminowa”).

Przy okazji, PPK to nie tylko przyzwoite miejsce na chronienie części pieniędzy przed inflacją. Można je wykorzystać także jako mechanizm automatycznego powiększania funduszu bezpieczeństwa na wypadek gorszych czasów. Przypominam, że środki z PPK można wycofać w dowolnym momencie i wciąż wyjść na plus (sporo powyżej inflacji). Przy założeniu wykorzystania PPK jako funduszu bezpieczeństwa, jeśli masz pracę – to odkładasz ok. 2,5% pensji brutto, jeśli tracisz pracę – to wycofujesz środki z PPK i masz pieniądze na kilka miesięcy wydatków. Taka rezerwa może też ułatwić decyzję o zmianie pracy, która przestała się podobać. Jeśli nie masz poduszki bezpieczeństwa – to dlaczego nie pozwolić Twojemu pracodawcy, aby dołożył się do Twojego bezpieczeństwa finansowego na wypadek, gdyby chciał Cię zwolnić?

Wpłacić środki na IKZE

Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego to konstrukcja, która pozwala odpisać wpłatę od podatku dochodowego. W 2021 roku limit wpłat to 6310,80 zł (9466,20 zł dla prowadzących działalność gospodarczą). Jeśli chcesz odłożyć taką kwotę, to w najbliższym rozliczeniu rocznym odzyskasz podatek w wysokości 17% odłożonej kwoty (32% jeśli jesteś w drugim progu podatkowym, 19% przy podatku liniowym, indywidualne stawki „na ryczałcie”).

Forma inwestycji na IKZE zależy od tego, jaki rachunek się wybrało. Są IKZE o profilu ryzykownym (własny rachunek maklerski), średnio ryzykownym (fundusze inwestycyjne), a także bezpiecznym (lokacyjne). IKZE lokacyjne dają zwykle słabe oprocentowanie w zamian za przewidywalność i brak wahań wartości. Dla osób, które chcą mieć IKZE o umiarkowanym profilu ryzyka, które choć częściowo nadąża stopami zwrotu za inflacją, nada się zapewne IKZE funduszowe z wyborem któregoś funduszu polskich obligacji.

Minusem IKZE jest zamrożenie pieniędzy do ukończenia 65 lat. Wcześniejsza wypłata oznacza konieczność zapłacenia „z powrotem” podatku dochodowego. Jest to zatem rozwiązanie dla osób, które chcą odłożyć pieniądze na konkretny długoterminowy cel: emeryturę i ich nie ruszać.

Od tej ostatniej zasady jest dość rzadki wyjątek: wypłata z IKZE wciąż się opłaci w roku, w którym nie uzyskuje się regularnych dochodów (np. w trakcie urlopu wychowawczego). Wówczas trzeba będzie wykazać wypłaconą z IKZE kwotę jako dochód w zeznaniu podatkowym, ale kwota wolna od podatku (obecnie 8000 zł dla większości podatników w pierwszym progu, a od przyszłego roku być może 30 tys. zł, jeśli Polski Ład zostanie uchwalony), sprawi, że podatku nie zapłacimy.

Zrobić remont w mieszkaniu/domu

Jeśli masz odłożone oszczędności, to może warto przeznaczyć ich część na takie inwestycje, które ograniczą koszty, zwiększą wartość mieszkania lub domu albo jedno i drugie? Np. remont łazienki, docieplenie ścian albo dachu, wymiana okien na trzyszybowe, założenie fotowoltaiki, pompy ciepła itp.

Kupić akcje

W warunkach inflacji przedsiębiorcy są zwykle w stanie przerzucić rosnące koszty na nabywców poprzez podnoszenie cen. Dlatego ceny akcji, które reprezentują % udziału w zyskach firm, rosną zwykle wraz z inflacją. Jest to zjawisko sprawdzone nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach, np. hiperinflacji w Niemczech i Austrii po I wojnie światowej czy Brazylii w latach 90-tych – te firmy, które produkują „coś realnego”, np. surowce czy nawozy, powinny przetrwać nawet najgorsze czasy. (Zupełnie przy okazji polecam lekturę fascynującej książki „Kiedy pieniądz umiera” Adama Fergussona o hiperinflacji w Europie, polityce monetarnej i zwykłych ludziach próbujących radzić sobie z utratą wartości pieniądza w latach 20-tych XX wieku). Oczywiście nie w każdej branży jest tak samo. Ale w skali całej gospodarki, jeśli rosną koszty, to firmy podniosą ceny i wyjdą na swoje. Dlatego kupno funduszu akcyjnego albo ETF-a śledzącego zachowanie indeksu akcji może być obecnie niegłupie. Osobiście mam taki „tracker” WIGu-20 na rachunku maklerskim.

No ale wartość akcji waha się nieraz po kilkadziesiąt procent w górę i w dół. Dlatego jest to rozwiązanie dla osób o mocnych nerwach, które nie boją się strat. Ewentualnie dla osób, które potrafią utrafić z zakupem w dołki cenowe – nie znam jednak wielu takich osób, ja np. nie mam takiej umiejętności.

Kupić nieruchomość

No i wreszcie rozwiązanie najbardziej kłopotliwe, wymagające największej ilości gotówki, ale jednocześnie przy dobrym planowaniu i dobrej lokalizacji przynoszące najlepszą ochronę kapitału: kupno nieruchomości. Nie bez kozery angielskie określenie nieruchomości to „Real Estate” – coś namacalnego, co zachowuje realną wartość. W warunkach inflacji nieruchomości zwykle drożeją co najmniej w takim tempie, jak inflacja. Widzimy to obecnie jasno w przypadku galopujących cen mieszkań w dużych miastach. Osoby, które dysponują sporą gotówką, mogą kupić mieszkanie (czy to całkowicie za gotówkę, czy wspomagając się kredytem), czy to dla siebie, czy po to, aby je wynająć.

Jednak czy teraz, po wzrostach cen nieruchomości o ~50% w ciągu 3 lat, jest właściwy moment na zakupy? Coraz więcej jest głosów o tym, że pompowana jest bańka, które niedługo „musi” pęknąć. Ale czy pęknie już teraz? Nie mamy szklanej kuli i nie możemy wiedzieć, co się wydarzy.

Za dalszymi wzrostami cen przemawia kilka kwestii:

  • Czynniki kosztowe deweloperów:
    • Drogie działki budowlane – jeśli deweloper kupił działkę niedawno, to zapłacił za działkę dużo i będzie musiał przerzucić koszt na nabywców
    • problemy z łańcuchami dostaw powodujące wzrost cen materiałów budowlanych (np. ok. 3-krotne wzrosty cen płyt meblowych i stali).
    • rosnące wynagrodzenia, czyli większe koszty pracowników i podwykonawców.
  • Osoby mające spore zasoby gotówki albo już mające mieszkanie nie mają dzisiaj w zasadzie żadnej alternatywy jeśli chodzi o ochronę majątku o większej skali. Nawet dochód z najmu nie jest najważniejszy. Właściciele mogą nawet trzymać mieszkanie puste, ale nie sprzedawać go – bo co zrobią z gotówką, włożą ją na lokatę na 0,7% brutto w promocji na 2 miesiące? W efekcie nie bardzo jest co kupić na rynku nieruchomości, podaż nie nadąża za rekordowym zainteresowaniem nabywców, ceny wciąż rosną, a klasie średniej coraz trudniej jest uzbierać wkład własny. Prezes Glapiński zdaje się nie przejmować tym aspektem utrzymywania realnie ujemnych stóp procentowych.

Za spadkami (a przynajmniej korektą) cen może przemawiać paradoksalnie skala obecnych wzrostów cen:

  • Jeśli nieruchomości drożeją skokowo, to musi upłynąć kilka lat, zanim płace nadążą za tymi wzrostami. Możliwości nabywcze Polaków kupujących mieszkania czy domy zmalały. Zatem popyt przynajmniej w teorii powinien nieco zmaleć
  • Inwestorzy (kupujący dla zarobku) zapewne dwa razy zastanowią się nad kupnem mieszkania teraz. Najlepszy moment na zakupy już chyba minął, a teraz jest drogo. Być może będzie jeszcze drożej (bańka może rosnąć dłużej, niż ktokolwiek przypuszcza), ale jednak najlepsza jest inwestycja kupiona tanio.

Za spadkami może przemawiać również perspektywa rosnących stóp procentowych, które zmniejszą zdolność kredytową nabywców finansujących zakup kredytem. Obecne stopy, bliskie zera, są nie do utrzymania. Banki zaczynają już wyceniać podwyżki – ok. 2 tygodnie temu WIBOR 3-miesięczny podskoczył z 0,21% do 0,24%, a WIBOR 6-miesięczny z 0,25% na 0,28%. Niewiele, ale to pierwszy wzrost WIBOR-u od września 2018 roku. Nie mam wątpliwości, że będą kolejne.

W sumie powiedziałbym tak:

  • Jeśli kupujesz mieszkanie (dom) dla siebie, takie, które Ci pasuje, w wymarzonym miejscu i daleko od granicy zdolności kredytowej – to kupuj. Jednak policz, czy będzie Cię stać na spłatę rat kredytu, jeśli WIBOR wzrośnie do poziomu 2-3%.
  • Jeśli kupujesz na granicy zdolności kredytowej, to tylko pod warunkiem, że będziesz miał środki na szybką nadpłatę kredytu (np. ze sprzedaży obecnego mieszkania), aby obniżyć go do bardziej rozsądnego poziomu 
  • Jeśli chcesz kupić kolejne mieszkanie na wynajem, to tylko pod warunkiem, że kupujesz za gotówkę albo stać Cię na ponadprzeciętny wkład własny (minimum 40%, a najlepiej 50%). Przy obecnych cenach przeciętne stopy zwrotu z najmu wynoszą jakieś 3% rocznie. Oznacza to, że przy standardowym zakupie z 20% wkładem własnym miesięczny dochód z najmu nie pokryje raty kredytu nawet przy obecnych stopach procentowych. A co będzie, jeśli oprocentowanie kredytu wzrośnie o 2% w wyniku podwyżek stóp procentowych? Co, jeśli w wynajmowanym mieszkaniu coś się zepsuje i trzeba będzie wyłożyć gotówkę na naprawę? Mieszkanie na wynajem powinno generować rezerwy, a nie drenować portfel. Zakup takiego mieszkania na kredyt to dzisiaj duże ryzyko.

NIE kupować walut

Na koniec dodam, czego moim zdaniem NIE należy teraz robić.

Inflacja niszczy nominalną wartość „swojej” waluty. W warunkach bardzo wysokiej inflacji opłaca się zamienić walutę swoją kraju na inną, „wymienialną” – czyli zwykle USD, EUR albo ewentualnie CHF. Wynika to z tego, że nominalna wartość lokalnej – „niewymienialnej” – waluty pozwala kupić coraz mniej, a jej realna wartość maleje o tyle, ile wyniosła inflacja. Dla przykładu, w Argentynie od kilku lat panuje wysoka inflacja: pow. 30% rocznie. Obywatele nie widzą zatem sensu trzymania pieniędzy w argentyńskim peso. Każdą wypłatę należy jak najszybciej wymienić na dolary amerykańskie, które zachowają wartość pieniądza. Powoduje to dodatkową presję na utratę wartości przez peso. W związku z tym kurs dolara do argentyńskiego peso rośnie nieustannie i systematycznie. Podobnie zachowuje się też argentyński index akcji Merval – zgodnie z oczekiwaniem z punktu „Kupić akcje”:

Jednak Polska NIE znajduje się w takiej sytuacji. Kupowanie waluty z innego kraju miałoby sens, gdyby różnica w poziomie inflacji między Polską a tym krajem była ogromna. Tymczasem:

  • inflacja w USA wyniosła w sierpniu 5,3% – mniej więcej tyle samo, co w Polsce!
  • inflacja w strefie euro w sierpniu spodziewana jest na poziomie  3,0% – niewiele mniej, niż w Polsce
  • inflacja w Szwajcarii wzrosła w sierpniu o 0,9% rok do roku – wyraźnie mniej, więc tu ewentualnie można by oczekiwać lekkiego wzrostu kursu franka. To jednak wciąż tylko kilka procent różnicy do złotówki

Patrząc na te dane, nie widzę powodu, aby spodziewać się istotnego wzrostu wartości dolara czy Euro do złotówki. Nie twierdzę, że taki nie nastąpi – ale nie jest to ruch, którego dzisiaj należałoby ewidentnie oczekiwać jak w przypadku Argentyny.

Podsumowanie

  • Przy obecnym poziomie stóp procentowych (realnie głęboko ujemnych, w Polsce -5% rocznie) i obecnej polityce gospodarczej na świecie i w Polsce (pożyczyć, ile się da, zwiększyć dług publiczny o kilkadziesiąt procent i zalać rynek tanim pieniądzem), większość ludzi może tylko próbować ograniczać straty realnej wartości oszczędności. Tym niemniej są rzeczy, które można i warto zrobić z gotówką, o ile pozwala na to przyjęty przez nas profil ryzyka.
  • Można np. (w układzie od najmniej do najbardziej ryzykownych):  kupić detaliczne obligacje skarbowe indeksowane inflacją; nadpłacić kredyt mieszkaniowy; założyć PPK; wpłacić środki na IKZE; zrobić remont; kupić akcje; kupić kolejne mieszkanie (to ostatnie po dobrym przemyśleniu kosztów).
  • Nie warto moim zdaniem kupować walut takich jak dolar czy euro, ponieważ te waluty same przechodzą obecnie okres podwyższonej inflacji i nie widać powodu, dla którego ich wartość względem złotówki miałaby drastycznie wzrosnąć.

Zwiększaj niezależność finansową

Zapisując się na newsletter otrzymasz 10 darmowych kalkulatorów i jako pierwszy dostaniesz informacje o najnowszych artykułach. Korzystaj z podpowiedzi sprawdzonych rozwiązań, dzięki którym podejmiesz decyzję i zaczniesz poprawiać swoją sytuację finansową. Wpisz swoje imię i adres e-mail, a potem kliknij na poniższy przycisk:

Przeczytaj także:

Podziel się tym artykułem ze znajomymi! W tym celu kliknij w ikonkę po lewej stronie. Jeśli artykuł był dla Ciebie wartościowy, to bardzo proszę, abyś zostawił komentarz. A jeśli chcesz łatwiej oszczędzać czas i pieniądze, zajrzyj na stronę "Polecam".

3 Komentarze

  1. Ciekawa uwaga o wypłacie z ikze przy kwocie wolnej od podatku 30 tys. Jednak trzeba pamiętać, że z ikze można przed czasem wypłacić tylko całość środków, nie można częściowo. Resztę uwag w zasadzie stosuję 🙂

  2. Jedyne co mi przychodzi do głowy to skarpeta ;p A tak na serio oszczedzanie w tych czasach to istna walka o przetrwanie. Lokaty odpadają. Sama zrezygnowałam ze swojej, bo jej utrzymanie kosztowało mnie wiecej niz zysk. Na ten moment stać mnie jedynie na ppk. I to w sumie wychodzi całkiem korzystnie. Za tamten rok naliczyło mi już ponad 2tys. zł więc niemało jak na raptem 2% od pensji

    • Michał

      2021-11-04 at 01:08

      Dziękuję za komentarz! Ja w ubiegłym roku zrezygnowałem ze ścigania ułamków procenta na lokatach. Przy mizernym zysku szkoda mi na to czasu. Nawet ostatnio reklamowany 1% w Aion Banku nie zrobił na mnie wrażenia. Jak dadzą ze 3%, to się może skuszę…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.